CZYTELNIA

Dłuto

Dłuto to klasyczne narzędzie rzeźbiarskie. Ostrze wykonane jest ze stopu metali, zakończone jest ostrą krawędzią tnącą. Przeciwległy koniec stanowi zaś rękojeść, zwykle z drewna grabowego lub bukowego. Drewno rękojeści jest już mocno zużyte, gdzieniegdzie popękane, jednak mimo to, skutecznie amortyzuje spadające nań, niemal codziennie, uderzenia. Zarówno te zamierzone, jaki i te pośpieszne, nieprzemyślane, te skrupulatne jak i te, które jak najszybciej mają odłupać kawałek zbędnego materiału.

Dłuto działa precyzyjnie, zawsze skierowane pod kątem 38 stopni, w stosunku do obrabianego tworzywa. Jednak to siła uderzenia decyduje jak głęboko dłuto zagłębi się w materiał, jak dużo owego dłuto zbierze.  Dłuto samo w sobie jest nieme, jednak podczas uderzenia weń wydaje cichy dźwięk, tłumiony zarówno przez materiał, w który się wbija jak i przez rękojeść. Co ciekawe dźwięk ów jest różny, inaczej słychać go, gdy rzeźbione są dłonie, inaczej, gdy szyja, a jeszcze inaczej, gdy wycinana jest twarz. Nie pamiętam skąd mam to dłuto ani gdzie je znalazłem, wydaje mi się, że mam je od zawsze. Czy do kogoś należało wcześniej? Być może. Nie chcę wiedzieć.

Możliwe, że dłuto potrafi zmieniać swoich właścicieli, przenosić się niepostrzeżenie z jednej szuflady do drugiej, czekając tylko aż zajdzie je nowa osoba. Osoba, która będzie gotowa je użyć. Dłuto. Jeśli tak jest to na pewno dłuto nie zdradza tajemnic swojego poprzedniego dysponenta.

Początkowo trudno było je oswoić, odłupywały się zbyt duże elementy, upadały byle gdzie i byle jak. Z biegiem lat nabrałem wprawy, dłuto stało mi się posłuszne. Umiejętnie i precyzyjnie potrafię nim operować, ciągnąc dłuto po płaszczyźnie, zbierając nim nadmiar materiału. Cieniutkie strużyny opadają na podłogę bezwiednie, mogę je podnieść i przyjrzeć się nim. Mogę je wyrzucić lub spalić, mogę je schować by po jakimś czasie znów je przejrzeć. Snycerska robota. Zebrać dłutem wszystko to co narosło przez cały dzień, złość, niechęć, radość czy smutek. Wszystko bez wyjątku. A potem tylko zebrać strużyny i schować … na, być może, lepsze czasy.

Bartek

Dłuto 

Dłuto zamieszkał pod numerem 39 kilka miesięcy temu. Szczupły dość wysoki. Twarz miał lekko żółtawą, bez wyrazu, bez grymasu. Rysy na niej zawsze te same, jakby wyciosane, nieruchome. Spojrzenie zawieszone w pustce, zawsze skierowane lekko w dół. Dłuto miał jedną wyróżniającą go cechę, która rzucała się w oczy. Była to proteza przytwierdzona do kikuta prawej ręki za pomocą drewnianej nasady, z której końca zamiast dłoni wystawał metalowy brzeszczot zakończony ostrą krawędzią.

Zauważyłem, że Dłuto nigdy nie zamyka drzwi od swojego mieszkania. Mówiąc nigdy mam na myśli także to, że nie słyszałem by je kiedykolwiek otwierał. Dłuto nigdy nie dostaje poczty, nigdy u niego nie dzwoni telefon, nigdy nie było słychać muzyki, radia czy telewizji. Jedyny odgłos, jaki dobywa się z jego mieszkania to ciche nierytmiczne postukiwanie.

Dłuto codziennie punktualnie o 16: 00 opuszczał lokum pod 39 i wędrował na drugą stronę do Baru pod Ściskiem. Dłuto zawsze przesiadywał tam do późnych godzin wieczornych, niekiedy sam innym razem kimś, kto się do niego dosiadł. Nikt nigdy nie słyszał, by Dłuto coś mówił, natomiast ci, co siedzieli na krześle obok niego mówią, że to równy chłop.

Tego dnia usiadłem na jedynym wolnym krześle w Barze pod Ściskiem, obok Dłuta. Zamówiłem herbatę z imbirem. Dłuto sączył swój koniak, za każdym razem przed odstawieniem kieliszka skrupulatnie obmywał jego brzegi lekko oleistym trunkiem. Spojrzałem na jego pociągłą twarz. Była bez wyrazu jakby wyrzeźbiona ze snycerską precyzją. Dziwne, mimo iż nie odwrócił w moją stronę swojej głowy, czułem na sobie jego wzrok. Wpatrzony w herbatę, siedziałem nieruchomo, w półśnie. Cichy stukot, który pojawił się nagle pogłębiał ten lekko nirwaniczny stan. Gdzieś powoli zniknęły emocje, lęki, panicznie nierealne pragnienia, wiecznie drążące korytarze świadomości wspomnienia. Cichy stukot ustał, wytrącony z półsnu spojrzałem na Dłuto, stał obok mnie z wyciągnięta dłonią. Trzymał w niej garść strużyn. Moich strużyn.

Dłuto to równy chłop.

Bartek

Powyższe teksty (wprawki inspirowane fenomenologią przedmiotu Karla Ove Knausgarda) powstały w ramach Pracowni Literatury Fundacji Pasaże Pamięci prowadzonej przez dr Karolinę Wawer.

O CZEM SPORTOWIEC WIEDZIEĆ POWINIEN?

Nie można osiągnąć zadowalających wyników w jakimkolwiek sporcie bez uregulowania całego trybu życia według przepisów racjonalnej zaprawy sportowej. Ciężka strawa, ostre i wzdymające potrawy nie są odpowiednie dla sportowca. Dobrze rzuć. Jeść regularnie. Nie objadać się. Nie jeść zaraz przed ani po zmęczeniu fizycznym. Powiększać konsumpcję cukru podczas okresów treningowych. Nie pozwala się lekkoatletom jeść 4 godziny przed zawodami. Napój sportowca – to woda. Koniecznością jest wstrzymanie się od napojów alkoholowych. Jeżeli ktoś nie może oduczyć się zupełnie od palenia, to niech przynajmniej powstrzyma się od tego zaraz po meczach i treningach, dopóki oddech jest przyspieszony. Nie należy spieszyć się z rozpoczęciem życia płciowego. Sport powinien być środkiem zabezpieczających od pożądań płciowych. Należy sobie uprzytomnić, że wydajność sił potrzebnych dla zawodnika zależna jest od sprawności wszystkich funkcji organizmu, przede wszystkim nerwów i serca. Pozycja leżąca po ukończeniu ćwiczeń, znacznie skraca okres zaburzenia serca. Im gracz jest starszy, tym regularniejszego potrzebuje treningu. Odpowiedni masaż i gorąca kąpiel (37 stopni C) usuwają zmęczenie. Wesoły nastrój drużyny przed meczem niejednokrotnie przyczynił się do wygranej, każda irytacja, każda drobna nawet kłótnia tuż przed zawodami może literalnie ściąć z nóg gracza.

Jednodniówka Żydowskiego Towarzystwa Gimnastyczno-Sportowego w Tomaszowie Maz. „Nasz XX-letni Jubileusz” 16.08.1931, s. 6. Zbiory Jerzego Jabłońskiego

LIST

   Kochana Babuniu.

Proszę przyjąć najlepsze życzenia Wielkanocne od kochających wnucząt. Chcielibyśmy bardzo do Krakowa pojechać i Babuni rączki ucałować. Kochany Papa pozwolił nam używać konie, więc jeździmy często do Zawady, gdzie jest teraz dużo ciekawych rzeczy: widzieliśmy jak tuczą indyki, Ciocia na tę operację najdłużej mogła patrzyć. Klucznica ma takiego prosiaka, który za nią chodzi, bardzo jest tłusty. Jeszcze jest mała owieczka, małe cielątko, źrebaczek i 6 prosiaków, wszystkie z czarną kropką na plecach (…)

Fragment listu wysłanego z Tomaszowa do Krakowa 1 marca 1921 roku
List ze zbiorów Jerzego Jabłońskiego

Eliza Segiet

ŻELAZKO

W pozornej przestrzeni życia
żelazko miało duszę,
która nie umierała
nawet powoli.

Tylko wychudzona ręka
stygła na pustym stole.

Po obu stronach muru
telepatia łączyła
prochy i życie.

pamiętaj wnuku
urodziłeś się człowiekiem
ale kiedyś była wojna

 na niej posiano nowe domy.


 Pasaże Pamięci. Śladami kultury tomaszowskich Żydów

„Jest sobota, wczesne przedpołudnie. W śródmieściu senna cisza, sklepy pozamykane. Żydzi – odświętnie ubrani – idą do domów modlitwy. Zamożni do synagogi, plebs do ogólnodostępnej bóżnicy, zwanej gwarowo – besmedrysz. Najwięcej podąża do domowych bóżniczek, do sztybłech. Uczęszczają do nich Żydzi związani wspólnotą zawodową lub wyznawcy swojego cadyka.

Mam niewiele lat i – jak przystało na grzecznego chłopca – towarzyszę ojcu do bożniczki cechu krawców przy ulicy Tkackiej. Ojciec ubrany jest w ciemny garnitur, jaśnieje przypięty do koszuli nakrochmalony gors z piki, na głowie melonik, na szyi czarna muszka. Spotykanych znajomych wita ukłonem, rozlega się A’gitn szabas, a’gitn szabas – ale nakrycia głowy nikt nie uchyla.”

Gorąco zapraszamy do dalszej lektury powyższych wspomnień! Książka edukacyjna, będąca owocem warsztatów projektowych, jest zarówno bogatym zbiorem zapisów tomaszowskich Żydów, jak i propozycją scenariuszy lekcyjnych związanych z żydowskim Tomaszowem.

Publikacja edukacyjna

PODANIE O BŁĘKITNYCH ŹRÓDŁACH

[W:] J. P. DEKOWSKI, LEGENDY I PODANIA Z OKOLIC M. TOMASZOWA MAZ., WYD. RÓJ, SPAŁA 1928, REPRINT „RUTHENUS” KROSNO 2012.

W owym pamiętnym roku 1657, nadciągnęły na ziemię opoczyńską, jak wody potopu, setki żołnierzy szwedzkich. Szli niszcząc i rabując po dworach, chatach i kościołach, co się tylko dało. Łzy i rozpacz, ruinę i pustkę zostawiali po sobie.
Zbrukawszy się w krwi polskiego rycerstwa na błoniach inowłodzkich, ruszyli dalej. Część ich dotarła w nadpiliczne lasy. Tu zastał ich ulewny deszcz. Widząc przed sobą okazałą kaplicę (wystawioną przez O.O. Franciszkanów) schronili się do niej wraz z końmi. Nie zważając na miejsce święte zabawiali się sprośną rozmową.
Bóg ukarał szwedzką swawolę.
Wkrótce kaplica wraz z całą zawartością padła w głębiny ziemskie, a na jej miejscu pojawiło się błękitne jezioro, barwą podobne do lazurów nieba.


 

Echo Mazowieckie 9. 01. 1927 r. Archiwum Państwowe w Piotrkowie Trybunalskim, Oddział w Tomaszowie Maz.  Zbiór: Czasopisma Tomaszowskie

Echo Mazowieckie 9. 01. 1927 r.
Archiwum Państwowe w Piotrkowie Trybunalskim, Oddział w Tomaszowie Maz.
Zbiór: Czasopisma Tomaszowskie

 B. J. Badower

Wenus

Świat mi się w oczach zatoczył pijany,
A dusza w słońcu mewi się, kołysze –
I serce słodko rozdzwoniło ciszę.
W dali powietrzne tańczą oceany,
I drży melodja szybkopienna, szumna –
Wenera z konchy wynurza się dumna.
Płynąc po modrej fali pocichutku,
Bioder wspaniałość z zachwytem obnaża …

Zdzisława Szajninger

Jest miłość!

Jest miłość szalona, namiętna, cygańska,
Jak szampan, co w czarze się mieni i skrzy,
Jak gdyby motyl w majowy poranek
Płochliwa, tak lekka, tak cudna jak sny!
Jest miłość przejasna, promienna, głęboka,
Młodzieńcza i świeża, jak rozkwitły bez ……
I najsmutniejsza ze wszystkich jedyna:
Miłość wzgardzona, co wstydzi się łez …..

 ——————-

Męża szczęśliwego spowiedź.

———-

Światła, więcej światła!
domagał się Schiller,
ja zaś: Balów, więcej balów!

 Moi drodzy. Nie zawsze płowiłem się w morzu szczęśliwości, były bowiem czasy gdy byłem głęboko nieszczęśliwy. Wiadomo powszechnie, że Pan Bóg dał lato po to, by żona wyjeżdżała do Krynicy (nie wspomnę tu już ze względów patrjotycznych o Franzensbadzie i innych badach).

W tym roku jednak moja skromna pensyjka urzędnicza nie starczyła na Krynicę. Proponuję więc żonie wyjazd na wieś, a ona mi na to tragicznem wzruszeniem ramion: „Zosia wyjeżdża na Lido, a ja mam zaśniedzieć w jakimś tam Teofilowie, czy innym Józefowie?”

I tu zaczyna się moja kalwarja… Żona ignoruje, nie raczy zauważyć mej obecności, całemi dniami leży na kanapie z głową obwiązaną ręcznikami, moczonemi w occie.

——

            Wreszcie minął wrzesień i kwestja wyjazdu przestała być aktualną. Wtedy żona moja niezmiernie ciężko zachorowała na … katar. Po każdym kichnięciu czyni mi zgryźliwe wyrzuty: Słyszysz? To są skutki! Kto zdrowia nie podreperuje w lecie, ot taką ma zimę! Zosia powróciła z Lido „nieprzyzwoicie opalona i pełna humoru” a ja? Suchoty chyba.

Któregoś dnia jednak zastaję żonę mą uśmiechniętą, ożywioną – domyślam się wizyty którejś z przyjaciółek.

Wita mię na wstępie słowami: „Wiesz, Lola ma 4-lampowe radjo i godzinami słucha muzyki z Paryża i Wiednia, a Felka ma 2-lampowy aparat i wybornie słyszy Warszawę – a ja co? – Ależ kochanie, to dla nas zbyt duży wydatek, zresztą …

– A tak – przerywa mi żona – Lola może mieć Paryż Wiedeń i Bóg wie co jeszcze, a ja marnej Warszawy przy takim mężu mieć nie mogę”.

Od tego czasu stosunki dyplomatyczne między mną, a żoną zostały wprost zerwane. Nie pomogły prośby, ni groźby. Ze smutkiem myślałem o tem, że jeszcze 2 miesiące podobnych niesnasek, a skończę na … separacji.

——

            Rok stary dobiegał końca. W jakie dwa tygodnie przed świętami, idąc do biura, minąłem w bramie przyjaciółkę mojej żony. Głowiłem się nad tem, jaka mię po powrocie do domu czeka niespodzianka. Wracam z biura. Żonę zastaję, jak zwykle po wizycie przyjaciółek, ożywioną i uśmiechniętą. Pytam więc ze strachem w duchu: jaką burzę wróży ten uśmiech? – Mówiła mi Felka, że organizuje wielki bal więc i ja chciałabym się wybrać”. Odetchnąłem. Dzięki Ci, Boże! A żona przytuliła się do mnie, szczebiocąc:

„Mężuś sprawi swojej żonce georgetową sukienkę, prawdaż? Tu mina mi trochę zrzedła. Ha, myślę, djabli wzięli nowy garnitur, trzeba będzie ten wyświechtany donieść do przyszłego roku! A żonka ciągnie dalej: „Zosia ma od Zmigrydera całą pailletorę, a Lola koronkową, a ja, jako żona urzędnika, sprawię skromną georgetową …”

——

            A więc i mnie się los uśmiechnął. Zniknął nagle zły humor żony, która ozdrowiała zupełnie niespodzianie.

Całe dnie spędzała u krawcowej, szewca i w różnych magazynach. Jednem słowem, codziennie przybywało coś do toalety żony i wreszcie okazało się, że sprawiła nie tylko georgetową, lecz także taką, jak Zosia i taką jak Lola.

„Jednaby mi się prędko upatrzyła” – mówiła z rozbrajającym uśmiechem. Chwyciłem się za głowę. Kyrje elejson! A któż to będzie płacił? Jestem zarznięty na wieki wieków, amen. Z rezygnacją straceńca wołam więc: Balów, więcej balów!

ESHA.

KULTURA I HISTORIA TOMASZOWSKICH ŻYDÓW

Biernat J., Mikrokosmos tomaszowskiego getta, rozm. M. Wroniszewski, „Arterie” 2015 nr 21.

Biernat J., Uśmiech melancholika. Sylwetka młodego twórcy listów z tomaszowskiego getta, „Przegląd Humanistyczny” 2014 nr 6(447)

Engleking B., Miłość i cierpienie w Tomaszowie Mazowieckim, [w:] Zagłada Żydów. Pamięć narodowa a pisanie historii w Polsce i we Francji,  red. B. Engelking, J. Leociak, D. Libionka, A. Ziębińskia-Witek, Lublin 2006.

Historia tomaszowskich Żydów, red. A. Kędzierski, Tomaszów Mazowiecki 2012.

Witczak K.  T., Słownik biograficzny Żydów tomaszowskich, Łódź-Tomaszów Mazowiecki 2010.

Topas-Bernsteinowa E., Tomaszów Rawski, miasto fabryczne, „Ateneum” 1989 t. IV.

HISTORIA MIASTA

Dwa wieki Tomaszowa Mazowieckiego. Zarys dziejów miasta 1788-1990, red. J. Góral, R. Kotewicz, Tomaszów Mazowiecki 1992.

Tomaszów Mazowiecki. Dzieje miasta, red. B. Wachowska, Warszawa- Łódź 1980.

II WOJNA ŚWIATOWA

HISTORIA

Ghetto, [w:] In the Memory of the Victim of the Holocaust: 50 years to the murder of the Jews of the community Tomaszow Mazowiecki, red. B. Yaari-Wald, Tel-Aviv 1993.

Jabłoński C., Hitlerowski aparat terroru w powiecie tomaszowskim w latach 1939-1945, „Biuletyn Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi Instytutu Pamięci Narodowej”, Łódź-Piotrków Trybunalski 1998.

Urbański K., Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim, Kraków 2004.

Witczak K. T., Listy z getta tomaszowskiego jak dokument historyczny obrazujący żydowskie życie artystyczne w okresie okupacji, „Rocznik Łódzki” 2011 nr 58.

Witczak K. T., Getto tomaszowskie i obóz pracy przymusowej we wspomnieniach Zenona Neumarka, „Rocznik Łódzki” 2010 nr 57.

WSPOMNIENIA

Bierzyński-Burnett I., Po śladach pamięci, Warszawa 1995.

Chernofff R. M., Chernoff A., The Tailors of Tomaszow. A Memoir of Polish Jews, Texas 2014.

Greif G., The Tomaszow-Maz Heroines who Fought in the Jewish Underground in Kraków.

Grossman M., Deportation of the Jews of Tomaszow Mazowiecki in 1942.

Neumark Z., Jawnie w ukryciu. Niezwykłe losy młodego uciekiniera z hitlerowskiego obozu, Warszawa 2008.

Piasecki M., Z Tomaszowa do Magnitogorska, Warszawa 1995.

Tomaszów Mazowiecki 2009.

Wojniłowicz J., Ludność żydowska w Tomaszowie Mazowieckim w latach 1939-1943, „Biuletyn Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi – Instytutu Pamięci Narodowej”, Łódź – Piotrków Trybunalski 1997.

 INNE

Leszczyński E., Teatr w Tomaszowie Mazowieckim w latach 1828-1912, Tomaszów Mazowiecki 2004.

Ostrowski A., Ten biedy Mickiewicz, oprac. E. Z. Wichrowska, Gdańsk 2006.

LINKI

http://tptm.eu/stara/2012/09/08/tomaszowscy-zydzi-2/

http://tptm.eu/stara/tomaszow-mazowiecki-w-starej-pocztowce-i-fotografii/

http://www.audiovis.nac.gov.pl/search/

http://www.zchor.org/tomaszow/tjourney.htm

http://www.zchor.org/tomaszow/tomaszow.htm

http://www.holocaustresearchproject.org/nazioccupation/tomaszow-mazowiecki.html

http://www.jewishgen.org/yizkor/tomaszow/tomaszow.html

http://www.ushmm.org/search/results/?q=Tomaszow+Mazowiecki

http://www.yadvashem.org/yv/he/research/ghettos_encyclopedia/ghetto_details.asp?cid=422

 

Najbardziej popularne

Written by:

Bądź pierwszym który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *